
W momencie premiery "Batmana" mało kto słyszał o Timie Burtonie. Do tego czasu znany był tylko z reżyserii "Soku z żuka". "Batmanem" pokazał światu, że całkiem zakręcony z niego człowiek, a i filmy wiele od tego nie odstają. Tym dziełem zapewnił on również sukces kasowy następnym częścią filmów o Bruce'ie Wayne'ie. Naprzeciw symbolu walki ze złem staje Joker, w którego wciela się Jack Nicholson, reżyserski strzał w dziesiątkę. Film właściwie staje się opowieścią o przemianie drugorzędnego gangstera w umalowanego odmieńca pragnącego szerzyć chaos i zniszczenie w Gotham City. Jest on najbardziej wyrazistą postacią chociażby z tego względu, że cały czas przebiera w najróżniejszych kolorach, przeciwnie do mrocznego Gotham, gdzie na każdym rogu szerzy się szeroko pojęty występek. Nicholson potrafi świetnie grać zarówno chłodnego gangstera wykonującego kolejne zlecenia jak i sarkastycznego psychopatę Jokera, bawiącego się cały czas w sposób właściwy tylko jemu. I tu objawia się esencja twórczości Burtona, jakkolwiek sam komiks jak i akcja filmu nie byłyby poważne, tak reżyser co chwila puszcze do widza "oczka". Batman "prezentuje skrzydełka", a Joker często przesadza w zabawności, to tańcząc, to "zabijając" telewizor, czy opalając się w reklamie "swoich produktów". Wielce wyszkoleni przeciwnicy? Kolega nożownik po półminutowej prezentacji swojego kunsztu zostaje po prostu zdruzgotany jednym prostym kopniakiem w wykonaniu Batmana. Z czasem takie właśnie specyficzne poczucie humoru stało się domeną i znakiem towarowym Burtona, u którego prawie nic nie jest do końca 'na serio'. Muzyka to również mocna strona filmu, wpasowywuje się w akcję, cichnie i nasila sie, kiedy trzeba.
"Batman" to już klasyk w twórczości Tima Burtona, znany, doceniony, rozpoczynający filmowy cykl o mrocznym mścicielu, klasyk warty obejrzenia, chociażby ze względu na niezapomnianego Nicholsona.
0 komentarze:
Prześlij komentarz